Jak się „otarłam” o Nevzorova… -c.d.

trolejbus

Początek tej opowieści znajdziesz tutaj: Jak się „otarłam” o Nevzorova…

No cóż, żeby zachować spójność kompozycji i jakoś usprawiedliwić wiele obiecujący tytuł tej opowieści, właśnie w tym momencie powinien by się pojawić Aleksander Nevzorov. Niczym deus ex machina wyłoniłby się zza chmur w krótkiej skórzanej kurteczce, na czarnym błyszczącym rumaku, prowadzonym, oczywiście, na samym cordeo

Zamiast Nevzorova, nagle pojawiła się wysoka szczupła blondynka w średnim wieku, stała na krawężniku i, wymachując ręką w kierunku pędzących samochodów, próbowała złapać taksówkę. Wyglądała na zmęczoną, a ostry makijaż, krótka spódnica w panterkę i naprawdę wysokie obcasy przez chwilę zbiły mnie z tropu. A jednak podleciałam do niej i, nie licząc już na żaden cud, po prostu ją zagadałam. Chyba zdążyłam powiedzieć parę słów o tym, co mi się przytrafiło, nie wiem, cała rozmowa trwała z pół minuty. Za chwilę obok mojej nowej znajomej zatrzymał się samochód – dziewczyna powiedziała coś do kierowcy, ten kiwnął głową i zaprosił do środka. „Jak chcesz, to wsiadaj” – rzuciła do mnie . „Dziękuję” – odpowiedziałam, a dopiero kiedy drzwi samochodu się zatrzasnęły, przyszło mi do głowy, by się zainteresować, dokąd właściwie jedziemy.

xrushevka

Jak się za chwilę okazało, jedziemy do mieszkania kobiety. Przyznam szczerze, nie miałam innego wyboru… Mieszkała niedaleko, jakieś 15 minut drogi samochodem od tej nieszczęsnej stacji metra, w starym kilkupiętrowym bloku, w mieszkaniu, bardzo podobnym do mieszkania moich już wtedy nieżyjących dziadków. Malutki przedpokój, kuchnia-miniaturka, większy pokój – przechodni, a za nim – sypialnia. Kobieta mieszkała z ojcem i synem. Ojciec, bardzo już leciwy i schorowany, zajmował większy pokój przechodni, a kobieta z synem zamieszkiwali ten drugi. Syn był akurat na obozie wakacyjnym gdzieś pod Petersburgiem, zaś ojciec, o czym mnie uprzedziła tuż przed wejściem do mieszkania, zupełnie „nie kontaktuje”. Żebym się nie zdziwiła. Od razu zostałam zaproszona do kuchni, bo okazało się, obydwie byłyśmy strasznie głodne. Pamiętam, że dziewczyna ugotowała dla nas pielmieni, które z wielką przyjemnością zjadłyśmy. Zbliżała się trzecia w nocy, trzeba było iść spać – gospodyni domu rano musiała iść do pracy. Pamiętam, że cały czas, w drodze do domu, potem w trakcie kolacji rozmawiałyśmy. O jej synku, ojcu, byłym mężu… Ja opowiadałam o sobie… Kobieta pościeliła mi w swoim pokoju świeżą pościel – zdziwiło mnie, że nawet łóżka w tym małym pokoiku były ustawione dokładnie tak samo, jak w mieszkaniu moich dziadków – przy ścianie, jedno za drugim. Może najzwyczajniej w świecie rozkład tego mieszkania nie przewidywał żadnych innych kombinacji. Leżąc każda w swoim łóżku, nadal nie mogłyśmy się nagadać. Dziewczyna opowiedziała mi, jak kiedyś mieszkała ze swoim byłym mężem, geologiem, na Syberii, w samym środku tajgi. To była malutka, licząca zaledwie kilka domów osada, w której na zimę zostawał jeden z geologów. Tamtej zimy akurat wypadła kolej jej męża. Musiała z nim zostać i strzec domowego ogniska, podczas gdy mężczyzna robił codzienny obchód jakichś obiektów geologicznych. Raz, opowiadała, wyszedł rano i nie wracał przez kilka dni. W tym czasie po okolicy buszował niedźwiedź – coś go musiało obudzić w środku zimy, a takie niedźwiedzie mogą być naprawdę niebezpieczne. Szukając pożywienia, o które trudno w zasypanej śniegiem tajdze, przywędrował do osady geologów. Całą noc próbował dostać się do środka izby – czując ciepło i jedzenie, drapał pazurami w drzwi, straszliwie ryczał i sapał, a zapach niedźwiedzia czuć było nawet w domu. Podobno przesiedziała całą noc z siekierą w ręku.
Kobieta opowiadała mi o swoim życiu, a ja słuchałam… Chyba tak jest, że osobie spotkanej zupełnie przypadkowo, z którą raczej więcej się nie zobaczy, łatwiej jest opowiedzieć swoją historię. To dlatego rozmowy w rosyjskich pociągach, kiedy współpasażerów poznaje się na kilka dni, a później rozstaje się z nimi na zawsze, często są tak zaskakująco szczere. Jakich historii można posłuchać w przedziale pociągu na trasie, na przykład, Sankt-Petersburg – Irkuck! Teraz pociągami jeździ się coraz rzadziej… Nikt nie ma czasu na wysłuchanie drugiej osoby. Może nie przypadkiem spotkałam na swojej drodze tą kobietę, która wybawiła mnie z tarapatów. Może i ja w jakiś sposób jej pomogłam… Mam taką nadzieję.

Rano, oczywiście, zaspałyśmy, więc biegiem ruszyłyśmy na przystanek autobusowy, by dojechać do tego cholernego Placu Męstwa. Śmiałyśmy się, bo dziewczyna malowała się w autobusie. Strasznie nami rzucało na zakrętach, ale, jak powiedziała moja znajoma – w autobusie i tak wygodniej, bo w metrze jest za ciemno. W wagonie metra wciąż nam było wesoło, więc kiedy nagle dziewczyna podskoczyła ze słowami „Matko, przecież to moja stacja, muszę lecieć”, zdążyłam ją tylko pożegnać, dziękując po raz setny za pomoc, i zostałam w wagonie…

Najgorsze jest to, że teraz nie mogę sobie przypomnieć, jak miała na imię… Wika albo Lena, tak mi się wydaje. Nie znałam jej adresu ani numeru telefonu. Nie miałam pojęcia, jak nazywała się ulica, na której mieszka. W nocy kierowca samochodu wiózł nas najpierw większymi ulicami, a potem dość długo krążyłyśmy po ciemnych uliczkach osiedlowych, wśród identycznie wyglądających niskich bloków. I do momentu, aż dziewczyna wyskoczyła z wagonu metra, nawet przez moment nie pomyślałam o tym, że być może nigdy więcej się nie spotkamy!
Od tamtego czasu, kiedy przesiadałam się na stacji Plac Męstwa, zawsze rozglądałam się za moją znajomą. Milion razy wyobrażałam sobie, jak mogłabym jej podziękować – co mogłabym podarować jej synkowi, gdzie ją zaprosić czy jak odwdzięczyć się za tamto nasze spotkanie. Żebym chociaż wiedziała, jak ma na imię…

Eeech, życie… Tak to już jest – pamięta człowiek różne mało znaczące fakty z biografii Aleksandra Nevzorova, który bynajmniej nie nadszedł z pomocą, kiedy jej potrzebowałam, a nie pamięta imienia dziewczyny, która pojawiła się nagle i być może uratowała życie…

Na koniec – coś „dla ducha” – piosenka Wiaczesława Butusowa, między innymi, o Petersburgu:

0 Comments on “Jak się „otarłam” o Nevzorova… -c.d.

Skomentuj marek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close