Trzecia rocznica – jest dobrze, a może być jeszcze lepiej!

Trudne początki

W połowie sierpnia minęły trzy lata, odkąd Spartek przyjechał ze mną pod Warszawę… Przez ten czas zdążyliśmy się poznać aż za dobrze 🙂 Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak naiwne było moje wcześniejsze spojrzenie na konie. Przede wszystkim, na relacje „koń – człowiek”. Pamiętam, jak po pierwszych tygodniach ze Spartkiem (niestety, w pensjonacie, a nie w stajence przydomowej, o której wciąż marzę) spodziewałam się z jego strony choć odrobinę entuzjazmu w związku z pojawieniem się na pastwisku mojej osoby. Koń najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z faktu, że odtąd jesteśmy razem, że został członkiem naszej rodziny… Kiedy odkryłam, że dla konia to wcale nie jest takie oczywiste – wszak jedzenie serwuje mu zupełnie inna osoba, a i codzienny kontakt z nim jest raczej przywilejem stajennego, a nie moim – próbowałam pokazać Spartkowi podpisaną przeze mnie umowę kupna-sprzedaży, by uświadomić mu, że już „pozamiatane” i będzie mnie miał na głowie już na zawsze, więc lepiej się z tym faktem pogodzić i próbować się dogadać. Ale i to nie pomogło… Mimo codziennych wizyt w stajni, solidnej pracy z ziemi i dłuuugich rozmów w czasie czyszczenia, nadal byłam dla Spartka czymś w rodzaju „elementu krajobrazu”. Mogłam być, ale równie dobrze mogło mnie nie być – ta zmiana w jego otoczeniu nie zaburzała jego równowagi psychicznej ani nie spędzała snu z powiek…

SAM_3270

Nie powiem, było mi przykro. Kiedy pojawiałam się na terenie stajni, zawsze z nadzieją, że tym razem będzie inaczej, widziałam wysyłane ze strony konia sygnały ostrzegawcze – machnięcie ogonem, położone uszy, niezadowoloną minę… Jeśli i tego było za mało, koń odwracał się zadem i, machając łbem, jakby odganiał natarczywą muchę, oddalał się w najdalszy kąt pastwiska. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zupełnie nie rozumiałam, skąd się wzięła ta niechęć do mojej osoby. Problem jednak nie leżał po stronie konia. Rzecz w tym, że mając wcześniej do czynienia głównie z psami i wiedząc, że psie serducho można zdobyć w ciągu paru dni wspólnego przebywania, spodziewałam się po Spartku właśnie takich „psich” zachowań. Myślałam – wystarczy, że zaproponuję mu wspólną zabawę czy miłe spędzanie czasu – a przyjmie mnie do swojego „stada”. Otóż nie… Zrozumienie istoty naszych relacji zajęło mnie prawie trzy lata. Przez ten czas nauczyłam się nie gniewać na jego fochy, nie odbierać jego zachowań osobiście, nie obwiniać się i nie szukać drugiego dna. Odkryłam za to, że w gruncie rzeczy jesteśmy do siebie bardzo podobni.

Jak dwie krople wody

Zdążyłam poznać charakter naszego Spartana i polubić go takim, jaki jest. A jest, w gruncie rzeczy, stworem niezwykle przyjacielskim, sympatycznym i, co najważniejsze, z poczuciem humoru. Zatem, do rzeczy, co nas łączy:

Niewątpliwie, niechęć do codziennej żmudnej pracy. Pod tym względem jesteśmy zgrani w sposób doskonały. Nowe rzeczy potrafią nas zafascynować i porwać całkowicie, lecz z chwilą, kiedy stają się codziennym obowiązkiem, przestają interesować. Przynoszone przeze mnie do stajni  zabawki w postaci piłek, pachołków, straszaków (parasoli, kolorowych szmat, worków foliowych, kartonów, płacht itd) zaledwie przez krótki moment spełniają swoją rolę edukacyjną. Spartek z entuzjazmem zabiera się za poznawanie nowych rzeczy, chętnie uczestniczy we wszystkim, co może być dla niego odkryciem, lecz po chwili, kiedy przedmiot jest już mu dobrze znany, przestaje się nim interesować. Jeśli chodzi o mnie pod tym względem – cóż, pominę ten aspekt mojej osobowości milczeniem… Ilość najróżniejszych zajęć i stanowisk, które „przerobiłam” w swoim życiu, mówi sama za siebie…

spartek_plachta

Drugą naszą wspólną cechą charakteru jest wrodzona strachliwość, a jednocześnie – ciekawość. Mówiąc prościej, boimy się z założenia, ale spróbować trzeba. I w tym przedziwnym zestawieniu, mimo wszystko, odnajduję pewnego rodzaju odwagę. Bo czyż pokonywanie własnych strachów nią nie jest? Jeśli chodzi o Spartka, to wielokrotnie obserwowałam, jak na pastwisku pierwszy biegnie w kierunku niepokojąco szeleszczących krzaków, by sprawdzić, co to może być, podczas gdy reszta stada stoi w oddaleniu, gotowa do ucieczki. I co najśmieszniejsze, gdyby obiekt zainteresowania był rzeczywiście niebezpieczny, Spartan pierwszy rzuci się do galopu… Jeśli chodzi o mnie, to najlepszym w tym kontekście przykładem, będzie chociażby jazda konna. Koni zawsze się trochę bałam, ale odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do nich i wszędzie szukałam kontaktu z tymi zwierzętami… Po prostu muszę z nimi być.

Upór, trwanie przy własnych przekonaniach wbrew wszystkiemu – niestety, to też nas łączy. Ponieważ nasze ze Spartkiem cele i dążenia zbyt często leżą na przeciwstawnych biegunach, to mamy o czym dyskutować. Ot, chociażby wyprowadzanie Spartka ze stajni na lonżownik. W połowie drogi koń się wyrywa i powraca do boksu – tak postanowił i tak też będzie robił choćby i pięćdziesiąt razy. Ale, niestety, trafił swój na swego… Ja zaś postanowiłam jednak doprowadzić go do lonżownika, dlatego po raz siódmy, ósmy, dziewiąty – już na ogłowiu wędzidłowym – będziemy ruszali w kierunku lonżownika. Aż tam dojdziemy! Tego uporu i niczym niezmąconego spokoju w „wiecznych powrotach” do uciekiniera nauczył mnie sam Spartan… Najważniejsze, że wcale się nie denerwuję!  Już się nie denerwuję. Kiedyś doprowadzał mnie tym do rozpaczy. Teraz? W życiu! Po prostu sprawdzamy, kto jest bardziej uparty.

SAM_3278

Następna cecha, o której nie sposób nie wspomnieć, to wrodzona chęć do przekomarzania się, a jednocześnie brak zapędów do walki na śmierć i życie. Początkowo sądziłam, że Spartan należy do tych, co zawsze i ze wszystkimi muszą wygrać, że ostatnie słowo (lub raczej kopniak) musi należeć do niego. Powoli jednak zmieniam zdanie. Ten koń nie jest na tyle głupi, by wygrywać za wszelką cenę. Zatem jeśli siła argumentów przeciwnika go przekonuje, jest w stanie ustąpić, choć po drodze „zaserwuje” kilka złośliwych uwag. W relacjach z innymi końmi nigdy nie wywołuje poważnego konfliktu, ale i chętnie wskaże słabszemu osobnikowi jego miejsce w stadzie. Z szefem nie zadziera, lecz upomniany przez niego, zawsze na odchodne, mimo wszystko, zaznaczy, że i tak ma rację. Leciutki strzał z zadu, położone uszy, wściekle machający ogon – niby ustąpił, lecz swoje wie… No cóż, muszę przyznać, że też nie lubię mieć szefów… I mimo że z większością rozstawałam się w zgodzie, to rozmowy z przełożonymi często kończyły się słowami „tak, oczywiście, ale…”

No cóż, złoto – nie koń! Łagodne usposobienie, otwartość charakteru, przyjacielskość i wiele innych cech – rzecz jasna, nasz łączą 😉 Lubimy ze Spartkiem spędzać czas miło, przy niezobowiązującej pogawędce, wśród przyjaciół. Ambicje, ściganie się o cokolwiek, chęć rywalizacji – te cechy są nam zupełnie obce. Najlepiej jest, kiedy przyjeżdżamy do stajni ze znajomymi i wszyscy razem idziemy na padok podziwiać Spartka. Mile widziane czyszczenie i szczotkowanie grzywy z udziałem wszystkich zaproszonych gości, wspólne karmienie smakołykami, podziwianie jego urody i opowieści o wspaniałym charakterze. Czyli próżność i umiłowanie do twórczego lenistwa – ot, jak można to podsumować. Myślę, że najlepiej by się sprawdził w wydawaniu „obiadów czwartkowych”, serwując zaproszonym gościom niezobowiązującą pogawędkę i garść dowcipów na bieżące tematy polityczne.

Podsumowując, trzeba przyznać, że dopiero po trzech latach zaczęłam rozumieć Spartana. Odkryłam w nim istotę bardzo do mnie podobną. Zdobyłam jego sympatię i zaufanie. Wiem, czego mogę od Spartka oczekiwać i wiem też, że nie robi niczego przeciwko mnie. Pewne Spartkowe niesubordynacje wynikają, przede wszystkim, z jego charakteru i chcąc z nim współpracować,  należy brać to pod uwagę. Spartek zaczyna coraz częściej iść na kompromis, ale nigdy nie pozwoli, by ktoś go do czegoś zmusił. Z nim naprawdę warto rozmawiać! Negocjować, dyskutować, przedstawiać korzyści, wynikające z odpowiedniego postępowania. Trzeba przyznać, że obcowanie z tym koniem niezwykle rozwija zdolności dyplomatyczne.

„Męskie geny”

A więc tyle, na pierwszy rzut oka, mamy wspólnego ze Spartkiem. A co chłopak odziedziczył „po tatusiu”? By przedstawić to w sposób obrazowy, opiszę moją ostatnią wizytę w stajni: Konie, po dłuższym okresie na tzw. zimowych padokach (z małą ilością trawy) wreszcie wyszły na trawiaste łąki. Od razu wiedziałam, że tym razem sprowadzenie Spartana na ujeżdżalnię będzie graniczyło z cudem. Tak też było. Wchodzę na łąkę z liną i kantarem w ręku. Spartek, widząc mnie z daleka, żwawo maszeruje w moją stronę. Podchodzi, wita się serdecznie: „Miło że wpadłaś! Strasznie się cieszę! Zobacz, jak tu fajnie – no coś wspaniałego. Niestety, teraz zupełnie nie mam czasu. Sorki, do zobaczenia!” – i tyle go widziałam… Po założeniu kantara i ruszeniu w kierunku wyjścia z łąki, Spartek odwrócił się na pięcie i wrócił do koni.  Podjęłam jeszcze kilka prób – bezskutecznie. Postąpiłam zupełnie niepedagogicznie, gdyż dałam mu spokój i poszłam sama na ujeżdżalnię, by zastanowić się, co z tym fantem zrobić. Dziewczyny – Kasia i Basia – dzielnie ćwiczyły kłusy i galopy, a ja siedziałam na ławce i rozmyślałam nad swoim losem. Po zakończeniu jazdy dziewczyny zaproponowały, że chętnie pójdą ze mną po Spartka – może we trójkę uda nam się go sprowadzić. Nie wierząc zbytnio w powodzenie przedsięwzięcia, ruszyłam w ich towarzystwie w kierunku łąk. Wchodzimy. Spartek ochoczo przyszedł do założenia kantara. W oczach – pełne oddanie i ocean łagodności: „O, Kasia! Basia! To dokąd idziemy, dziewczyny?”. I ruszył za nami z łąki, precz od koni i trawy, na ujeżdżalnię, lonżownik, do stajni, na koniec świata… Ot, tyle na temat „męskich genów” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close