Przepis na jesienną chandrę

Generalnie rzecz biorąc, jesień jest piękna… Są jednak takie dni – na przykład dzisiaj – że ponad pięknem i wspaniałymi kolorami tej pory roku nagle zaczyna wychylać się ponurość, smutek i ogólny spadek energii życiowej. Mówiąc w skrócie – zwykła jesienna chandra… Przypadłość dość rozpowszechniona o tej porze roku.

Nie pisałabym jednak o tym, no bo po co komu czytać o czyichś nastrojach czy smutkach, gdybym nie miała przepisu na poprawienie nastroju.

A więc – Przepis na Jesienną Chandrę:

Weź kilka jabłek, 2-3 dorodne marchewki, tyleż buraków, odrobinę słonecznika, garsteczkę owoców dzikiej róży, łyżkę miodu, pół szklanki zagotowanej ciepłej wody. Jabłka, buraki i marchewki pokrój w kostkę i wrzuć do pojemnika. Dodaj słonecznik i dziką różę. Miód zalej wodą w słoiku. Możesz dodać łyżkę octu jabłkowego. Zapakuj to wszystko do samochodu i jedź do konia…

owoce i miód

Nic tak nie poprawia samopoczucia, jak wizyta w stajni – niezależnie od pogody, nastroju czy okoliczności. Gdy po raz setny próbujesz stoczyć nierówną walkę z bałaganem, jaki panuje w Twoim domu, i ponosisz kolejną klęskę, gdy wszystko, dosłownie wszystko, leci ci z rąk i zaczynasz się podejrzewać o zaburzenia koordynacji ruchowej, weź głęboki oddech, i zostawiając za sobą wiele spraw nierozstrzygniętych, jedź do stajni…

Nie wiem, na jakiej zasadzie to działa, ale – w moim przypadku – zasada ta sprawdza się za każdym razem. Gdy budzę się nieraz z bólem głowy i wiem, czy tym razem nie pomogą żadne proszki, amole ani inne wynalazki, jedyną szansą, by zapomnieć na parę godzin o fizycznych dolegliwościach, jest spotkanie ze Spartkiem. Nie uwierzycie, ale jeszcze po drodze do stajni czuję, jak ból ściska mi skronie… Jadę i zastanawiam się, co ja w tym stanie będę mogła zrobić z koniem… I po co właściwie jadę? Wysiadam z samochodu, wyjmuję swoje przyszykowane w domu pakunki i kieruję się do siodlarni, by się przebrać, zerkając po drodze na pasące się w oddali konie. Wypatruję mojego rumaka, lokalizując go zazwyczaj po Cześku. Gdy widzę niewielkie szare ciałko naszego oślego przyjaciela, szybko rozpoznaję znajdującego się zawsze w pobliżu Spartana. Za każdym razem tak samo mnie to wzrusza i już uśmiechnięta idę do stajni. Póki się przebieram, szykuję sprzęt i ekwipunek, planując dzisiejszy dzień ze Spartkiem, zapominam nie tylko o bólu głowy, który dokuczał mi od rana, ale też o reszcie spraw, które za sobą zostawiłam. Od momentu, gdy ruszam po konia na padok, reszta świata przestaje istnieć. Dalszy przebieg zdarzeń stajennych zależy, jak wiecie, od wielu okoliczności. Nie ma to jednak żadnego znaczenia – przez kilka godzin myślami jestem „tu i teraz”, a to – zdaje się – jest jedyną możliwością, by poczuć, uchwycić i docenić bieżącą chwilę, życie w jego najgłębszej istocie.

Istnieje wiele wspaniałych myśli, dotyczących tego, że życie jest świadomym odczuwaniem teraźniejszości, bieżącej chwili, łapaniem wspaniałych momentów, umiejętnością skupiania się na rzeczach drobnych, dziejących się „tu i teraz”. Nie wiem, jak dla Was, ale w moim przypadku wcale nie jest to proste. Mam paskudny zwyczaj wybiegania myślami w przyszłość, nawet w perspektywie kilku kolejnych godzin czy dni, lub rozpamiętywania przeszłości – analizowania, co się zdarzyło, dlaczego i co z tego wynika. Ok, taka już jest przypadłość człowieka – istoty, obdarzonej świadomością… To dlatego przebywanie z końmi daje mi szansę na wyrwanie się z tego kołowrotka myślenia o tym, co było, o  tym, co będzie. Będąc wśród koni, reagujemy na rzeczy dziejące się w danej chwili, planujemy w ramach zastanej sytuacji i nie wybiegamy za daleko w przyszłość.

Konie reagują w ułamek sekundy, ale nie rozpamiętują przeszłości. I już na pewno nie planują sobie kolejnego dnia. Owszem, zapamiętują przykre dla nich zdarzenia, a niektóre wypadki mogę przerodzić się w powstawanie fobii. Jeśli zaś chodzi o Spartka, to mam wrażenie, że on naprawdę potrafi wymazać z pamięci przykre zdarzenia. Ot, na przykład, nasza niefortunna przygoda z zaimrowizowanym przeze mnie mini-lonżownikiem. Gdy zechciało mi się w sierpniu tego roku popracować ze Spartkiem na wolności na mniejszym, ogrodzonym terenie, kupiłam w markecie kilkaset metrów taśmy budowlanej i uzbrojona w pachołki do grodzenia padoków, udałam się na ujeżdżalnię, by „zbudować” nam niewielki, ogrodzony raczej „formalnie” lonżowniczek. na lonżowniku z taśmyPowtykałam pachołki, pociągnęłam biało-czerwone taśmy naokoło, zostawiając miejsce na furtkę i zadowolona z siebie poszłam po konia. Spartek uważnie przyglądał się pracom konstrukcyjnym i zdaje się – nawet był zaintrygowany. Bez problemu wprowadziliśmy się na nasz mini-lonżownik, zdjęłam mu kantar i zaczęliśmy pracować. Poszło nadzwyczaj dobrze. Koń chętnie, z energią szedł do przodu, prezentując nieraz naprawdę piękne rozciągnięcie w kłusie. Byłam ogromnie zadowolona. Kasia, obserwująca naszą pracę i podpowiadająca, co ewentualnie można byłoby zmienić, porobiła nam kilka ładnych zdjęć… W momencie, gdy postanowiłam zakończyć pracę i podziękować Spartkowi, a wręcz właśnie odrzuciłam bacik na bok i zrobiłam krok w stronę zadowolonego konia, zerwał się gwałtowny wiatr. Już wcześniej zanosiło się na burzę, ale nic nie zapowiadało, że nagły podmuch powietrza dosłownie zmiecie nas z ujeżdżalni! Co się stało z taśmami budowlanymi, które otaczały nas ze Spartkiem ze wszystkich stron? Nie, nie zerwały się – było znacznie gorzej! Szeleszcząc, niczym atakujące jadowite węże, rzuciły się na Spartka ze wszystkich stron, targane wiatrem. Byliśmy w pułapce. Szalejące na wietrze taśmy sięgały ponad połowy lonżownika, pachołki się wyginały, a ja w pośpiechu próbowałam otworzyć którąkolwiek ze stron, by uwolnić przerażonego Spartka. Już mi było wszystko jedno, czy je pozrywam, czy otworzę „furtkę”, byleby koń mógł wyjść z tej pułapki. Spartan miotał się pośrodku, a ja zębami darłam taśmy. W końcu się udało i koń wyfrunął z lonżownika… Byłam załamana. Tak piękna praca, jego zaufanie wobec mojej konstrukcji, całkowity spokój, jaki zachował przez cały czas trwania treningu – i taki koszmar na koniec… Czy miał prawo nabrać przekonania, że moja konstrukcja z taśm budowlanych nie jest bezpiecznym miejscem? Że lepiej tam więcej nie wchodzić? Za żadne skarby? Owszem, miał prawo… I z tymi myślami jechałam do stajni następnego dnia – zastanawiając się, czy w ogóle ma sens budować dziś od nowa nasz lonżownik i próbować w nim pracy z koniem na wolności. Tym razem dzień był zupełnie bezwietrzny, ale z tyłu głowy miałam obawę, że koń może zwyczajnie nie chcieć wejść tam, skąd poprzedniego dnia musiał uciekać w popłochu. Tym niemniej ustawiłam pachołki, naciągnęłam taśmę i przygotowana na najgorsze – zaczęłam wprowadzać Spartka przez tasiemkową furtkę naszego lonżownika. Myślałam, że zaraz zrobi w tył zwrot… „Puknij się w głowę, pańcia… na lonżowniku z taśmy 2Po moim trupie…” – tych słów, oczywiście wyczytanych w Spartkowym spojrzeniu, właściwie się spodziewałam. I tu mnie zaskoczył. Jakby nigdy nic wszedł do środka i się rozejrzał. Chyba ocenił sytuację, biorąc pod uwagę siłę i kierunek wiatru danego dnia, i stanął na środku przygotowany do pracy. I co ja mam o tym myśleć? Albo on naprawdę nie zaprząta sobie głowy drobnymi niepowodzeniami dnia poprzedniego, albo jest urodzonym optymistą, i wierzy, że piorun nie trafia dwa razy w to samo drzewo…

Czyż nie powinnam się od niego uczyć? Powinnam… Mógłby nawet prowadzić warsztaty dla pesymistów i osób ze skłonnością do depresji.

I właśnie dlatego – mimo że dopadła mnie jesienna chandra – zaraz szykuję naszą Jesienną Potrawkę i jadę do stajni. Skubnąć przy Spartku odrobiny optymizmu i witalności 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close