
No nie da się odmówić Spartkowi sprytu i inteligencji ???? To nie jest zwykły góral, to jednak musi być „góral z Zakopanego” (żeby nie było, że mam coś przeciwko, to tylko taki skrót myślowy dla tych, co wiedzą, o co chodzi).
A więc – jestem wciąż, nieustająco dumna z mojego konia. I powiem szczerze – mam w nosie, czy mi się czasem wyrwie. Robi to tak rozważnie i bez cienia złośliwości, a na dodatek – cholernie ostatnimi czasy inteligentnie, że nie da się na niego gniewać! A poza tym – wykazuje całkiem duży, jak na niego, entuzjazm w pracy z ziemi!

Od dwóch tygodni prawie codziennie serwuję Spartkowi pracę z ziemi. Tak, tak, te jego znienawidzone koła – przejścia, kłusy, galopy, zmiany kierunków. Już nie są takie znienawidzone! Po pierwsze, w te upały i w tym straszliwym zakomarzeniu nie mam sumienia gramolić się na zwierza. Jak wyobrażę sobie jego oblepione komarami brzuszysko i siebie w siodle, która nie jest w stanie sięgnąć tam ręką, by odgonić stado mutantów, to myślę sobie – „Nie! No way!” Zatem pozostaje nam praca z ziemi. Rzecz jasna, przed treningiem obficie polewam konia wszelkiego rodzaju repelentami – cokolwiek jednak bym zapodała, działa i tak średnio piętnaście minut. Tyle więc mamy czasu na rozgrzewkę w stępie i wolniejszym kłusie, a później – chcąc nie chcąc – trzeba uciekać przed owadami żwawszym chodem. Oczywiście, w podziękowaniu za pracę, w przerwach pomiędzy ćwiczeniami, Spartek dostaje nie tylko smakołyki, lecz – przede wszystkim – odganianie owadów. Poluję na nie już niemalże profesjonalnie, zabijam z zimną krwią i śmiem twierdzić, że jestem w tym coraz lepsza! Spartek docenia. Stąd tez nie mamy najmniejszych problemów ze sprowadzeniem konia z pastwiska – niezależnie od tego, czy wyszły właśnie na świeżą trawę, czy stoją przy sianie, przy asfaltówce, gdziekolwiek. Pod wieczór priorytetem dla koni jest pozbycie się, przynajmniej na godzinę-dwie, dokuczliwych komarów. I tu pojawiam się ja. Zwarta i gotowa do pomocy. Hucuł docenia i zazwyczaj z wielką chęcią schodzi na ujeżdżalnię, gdzie – choć początkowo musi trochę popracować, to później będzie miał godzinkę popasu w znośnych warunkach, gdy będę go wciąż pryskać repelentami i odganiać mutanty.

Wczoraj zawitałam do stajni znacznie wcześniej, niż ostatnio, stwierdziłam bowiem, że nawet upały są lepsze od tego latającego paskudztwa. Tym bardziej, że nadciągała burza, słońce się schowało za czarnymi chmurami i można było wreszcie popracować z koniem w ciągu dnia. Zaprowadziłam go na odgrodzony taśmą najdalszy zakątek ujeżdżalni, gdzie tylko polałam repelentem, wyczyściłam kopytka i zaprosiłam do pracy.
Ciąg dalszy opowieści w książce Spartańskie Wychowanie 2:0, czyli Półkulą w płot
Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności
The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.
Najnowsze komentarze