Nie owijajmy kota w bawełnę, lepiej być nie będzie…

 

Przez ostatnie dwa miesiące w stajni bywałam naprawdę rzadko…  Ta nieregularność naszych spotkań sprawiła, że relacje ze Spartkiem przybrały kształt iście dramaturgiczny  – od tęsknoty i oczekiwania z jego strony na początku, poprzez bunt i niechęć do jakichkolwiek kontaktów ze mną po paru tygodniach i aż po wybaczenie i ponowne łaskawe spojrzenie w moją stronę…

Tak, tak, zdaje się, że konie też potrafią „obrażać się”, jakkolwiek naiwnie by to nie brzmiało. Późną jesienią, gdy bywałam w stajni regularnie i pracowałam ze Spartkiem przynajmniej dwa-trzy razy w tygodniu, koń od wczesnego popołudnia wyczekiwał mnie przy bramce. Wiedząc o tym, jak mogłam nie pędzić do stajni, gdzie Spartek z Cześkiem ramię w ramię (albo raczej – łopatka w łopatkę?) stali tuż za bramką, wypatrując mnie, zmierzającej w ich kierunku z całym ekwipunkiem.

Niestety, później zaczęłam bywać w stajni znacznie rzadziej. Przez parę dni – jak mówiły mi koleżanki – moje koniosły jeszcze na mnie czekały, aż im się znudziło. No bo ileż można w końcu czekać? Łaski bez, jak to się mówi.

Tak więc gdy zawitałam do stajni po bodajże dwóch tygodniach nieobecności, w naprawdę podłym nastroju, i – naiwna – myślałam, że spędzenie godzinki-dwóch w towarzystwie mojego rumaka poprawi mi humor, gorzko się rozczarowałam. Zmierzając w kierunku padoku, już z daleka głośno powitałam Spartka, na co on – stojąc wśród koni z dala od bramki – ledwo spojrzał w moją stronę. To było zerknięcie dosłownie na ułamek sekundy. Po czym koń się odwrócił i wrócił do swoich zajęć, a tego dnia całe stado wyjadało resztki jesiennej trawy w lewym narożniku łąki, tuż pod lasem. „Ok, nie wita mnie jakoś entuzjastycznie, trudno – pomyślałam. – Zaraz wezmę go na ujeżdżalnię, wyczyszczę brudasa, poczęstuję jabłkiem i miło spędzimy ten czas, a ja opowiem Spartkowi o moich zmartwieniach”… Mój błąd w rozumowaniu polegał na tym, że naiwnie sądziłam, iż Spartek – mimo że miał prawo czuć się opuszczony – wykaże chociaż odrobinę współczucia, zrozumienia, czy wreszcie – zwykłego przywiązania – i ucieszy się z możliwości spędzenia ze mną paru chwil. Głupia, nierozumna ja… Jeśli myślałam, że znajdę w Spartanie wsparcie i zrozumienie, to srodze się pomyliłam.

Ciąg dalszy opowieści w książce Spartańskie Wychowanie 2:0, czyli Półkulą w płot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close