„Nie jestem Isadorą Duncan”, czyli Grubymi nićmi szyte…

Dzień przed „Wielkim Pleceniem Warkoczy”, gdy wszystkie nasze Pańcie się wystroiły, co więcej –  rzuciły się jak szalone do zaplatania nam grzyw i ogonów – niechcący uczestniczyłem w dość nieprzyjemnym incydencie. Rzekłbym nawet – prowokacji… Na dodatek, grubymi nićmi szytej. Komu i czemu to miało służyć, oprócz zszargania mojej i tak „nadpsutej” reputacji – gubię się w domysłach.

A było tak.

Tamten dzień zapowiadał się nawet sympatycznie, bom się spodziewał wizyty mojej Pańci, która ostatnio – trzeba powiedzieć – bywa nieregularnie, więc nie znam dnia ani godziny, kiedy przyjedzie, a zatem przestałem już czekać o umówionej porze. Czułem jednak, że przyjedzie. Gdy więc po południu ujrzałem z daleka zbliżającą się niewielką, obładowaną „sznurkami” postać, ruszyłem do wyjścia. Dobrze znam jej zwyczaje. Czeka na mnie przy bramce, że niby sama nie może podejść… Cieszy się jak dziecko, gdy powoli ruszam w jej stronę, a gdy podchodzę i od niechcenia chrumknę na powitanie, prawie że ma łzy w oczach. Mówię Wam!  Taka się zrobiła ostatnio sentymentalna… Robię więc tak za każdym razem, gdy się witamy, a niech się dziewczyna cieszy, co mi szkodzi. Gdy już wyjdziemy poza bramkę, kolej na gest z jej strony. Otwiera swoją „magiczną torebeczkę” i częstuje mnie jabłkiem lub marchewką. Tu muszę Wam powiedzieć, że chyba na mnie oszczędza, bo nigdy nie da mi czegoś w całości, tylko kroi to na małe kawałeczki i tak mi wydziela po jednym. Jakbym sam nie mógł pogryźć… I torebkę mogłaby nosić większą, a lepiej – plecak. Bo w tej małej „magicznej” więcej niż jedno jabłko i parę niewielkich marchewek nie zmieści się, choćby nie wiem co… To błąd… Ale te najprostsze rzeczy jakoś najtrudniej ludziom wytłumaczyć. Może sama się kiedyś domyśli…

Tamtego dnia na początku wszystko wyglądało normalnie i nic a nic nie wzbudziło moich podejrzeń. Ta postać, która – teraz już muszę Wam powiedzieć – „podszyła się” pod moją Pańcię sprowadziła mnie z padoku i wróciła po coś do stajni.

Ciąg dalszy opowieści o kreaturze w książce Spartańskie Wychowanie 2:0, czyli Półkulą w płot

61 Comments on “„Nie jestem Isadorą Duncan”, czyli Grubymi nićmi szyte…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close