Nic, co ludzkie, nie jest nam obce…

Nowa stajnia – stare problemy…

Końcówka zeszłego roku była dla nas naprawdę ciężka… Kłopoty rodzinne na pewno przekładały się na moje relacje ze Spartkiem. A może po prostu nie miałam już sił walczyć z jego humorami. Bowiem od momentu, kiedy Spartan został integralną częścią nowego stada, doszło między nami, mówiąc delikatnie, do zerwania stosunków dyplomatycznych. Znów nie zawsze byłam mile widziana na padoku. Witana – od święta. Zejście od koni – że tak powiem, w kratkę.

Pierwsze dni w nowej stajni tradycyjnie były dla nas niczym miesiąc miodowy – wypatrywanie mojego samochodu z padoku, przybieganie pod samą bramę, by czym prędzej wyjść ze mną na zewnątrz, rżenie na powitanie – jednym słowem, fircyk w zalotach. Z czasem, gdy Spartan odnalazł swoje miejsce w stadzie i miał już za sobą pierwsze miłości i rozczarowania, przychylność względem mojej skromnej osoby odeszła w zapomnienie… Raz jego sercu miła była Randia, raz – Zahira… Potem – Fonika, aż wreszcie, po kilku nieudanych związkach, Spartek na dobre skumplował się z osłem Czesławem, co właściwie załatwiło sprawę miłosną raz i na zawsze. Czesiek jest tyleż niebezpieczny, co zaborczy. I gdyby Spartkowi znów przyszło do głowy zalecać się do którejś z panien na pastwisku, Czesiek pokazałby mu na pewno, gdzie raki zimują… Jego niezawodną metodą na poskromienie rozbuchanego temperamentu Spartka jest wbicie się zębami w gardło przyjaciela i zawiśnięcie w tej pozycji – do odwołania. Niejeden koń ma na swojej szyi pamiątkę po zębach Czesława. Ma takową i Spartek, nawet niejedną. Tyle że i tak trzymają się razem – z kim, jak nie z Cześkiem, można powygłupiać się do woli, kwicząc i latając w te i wewte, kopiąc się niemiłosiernie i gryząc po szyjach i grzywach? Tak więc po kilku miłosnych rozczarowaniach Spartan na dobre przerzucił się na osły płci męskiej….

IMG_5727

No i powiedzcie sami – czy ja mogę konkurować z Cześkiem? Gdzie mi do niego! Jedyne, co łączy mnie z tym osobnikiem, to lichy wzrost i, powiedzmy, wrodzona inteligencja 😉 Poza tym – dzieli nas przepaść…

Czy to z powodu Cześka, czy ogólnego życiowego zadowolenia, Spartek postanowił odpuścić sobie nasze treningi. Gdy wkraczałam na rozległy padok, rzadko kiedy już przychodził, by mnie powitać. Niekiedy wręcz odwracał się i, w asyście Czesława, maszerował w przeciwną stronę, wyraźnie dając mi do zrozumienia, że dziś nie jest mój dzień. Nie to żeby od razu uciekać – po co? Konie, a w szczególności Spartan, nie lubią marnować energii. Oddalał się powoli, dostojnie, raz po raz zerkając, czy za nim drepczę. Gdy wreszcie się zatrzymał, zakładałam kantar i robiliśmy kilka kroków w kierunku wyjścia. Właściwie już po tym, jak mnie witał, wiedziałam, że nic z tego nie będzie. Czasem wyrywał mi się kilkakrotnie, udając się za każdym razem w samo serce stada, stając wśród koni tak, bym miała jak najtrudniej znów do niego dotrzeć.  Niekiedy zaś, po pierwszym wyrwaniu, stwierdzałam: „Ok, w takim razie popracujemy na padoku, wśród koni. Żebyś wiedział, gagatku, że praca i tak cię nie ominie”. Otóż, w jeden z takich dni zaobserwowałam ciekawą sytuację.

Dlaczego śmiech denerwuje konie? 

To był dzień, kiedy przyjechałam do stajni w wyjątkowo dobrym nastroju, z nastawieniem – będzie, co będzie, gwiżdżę na jego humory. Nawet zaczyna mnie to bawić! Gdy Spartek wyrwał mi się na padoku przy próbie sprowadzenia, naprawdę szczerze się roześmiałam. Nie wiem, co mnie tak rozbawiło 🙂 Pewnie to, jak bardzo dobrze to wszystko sobie przewidziałam, jadąc do stajni. Z najdrobniejszymi szczegółami. Wiedziałam dokładnie, jak spojrzy na mnie, gdy zauważy, że idę w jego kierunku. Jak zatrzyma się po kilku krokach, kierując łeb na zewnątrz. Jak zrobi kolejne dwa kroki – dla zmyły, po czym nagle pogalopuje w przeciwną stronę. Znam to na pamięć. I to mnie właśnie tak rozbawiło. Odbiegł naprawdę niedaleko, i obejrzał się, co mnie tak śmieszy. Uśmiechając się szczerze i podśpiewując jakąś optymistyczną piosenkę, podeszłam do konia i czule powiedziałam mu, że jest niezwykłym, wspaniałym rumakiem, który jak nikt inny potrafi mnie rozbawić. Że rozumiem jego niechęć do pracy jak mało kto, że nawet się cieszę, że popracujemy dziś na padoku, bo też mi się nie chce iść na ujeżdżalnię. Że super, że tak wyszło – to lecimy na kółko, kochany, ty sobie pobiegaj, a ja pośpiewam. Trzeba było widzieć minę Spartka. Mój entuzjazm, śmiech, humor i totalna akceptacja danej sytuacji totalnie go przerosły. Na to kompletnie nie był przygotowany! Na moje nerwy, smutek i łzy – tak, ale na to, że mnie to rozbawi i wprawi w dobry nastrój – absolutnie! To był cios poniżej pasa. Wciąż rozbawiona, z diablikiem w oku, wycofałam Spartka i odesłałam na koło. Przez kolejne pół godziny toczyliśmy walkę na śmierć i życie. Nie! Już nie zamierzał się wyrwać – gdzie tam! Fakt, że tym razem jego manewr się nie udał i zamiast mojego rozgoryczenia, wywołał szczerą radość i chęć do pracy tu i teraz, doprowadził mojego konia do szału! Tym razem spróbował wszystkiego – brykania w moją stronę, napierania na mnie, prób ugryzienia, a nawet – stawania dęba. Choć to ostatnie, przy jego tuszy, wyglądało raczej komicznie. Nie było mi jednak już do śmiechu. Odkąd go znam, a znam od ponad czterech lat, nigdy nie próbował atakować. Zawsze wybierał ucieczkę. Tego dnia, w obliczu nowych okoliczności, szybko opracował nową strategię. Na to z kolei ja nie byłam przygotowana – ani psychicznie, ani fizycznie. Jednak wytrwałam. Wiedziałam, że nie możemy zakończyć pracy, dopóki koń nie zrobi tego, czego od niego wymagam. Chociażby to była najprostsza rzecz pod słońcem. Musi wykonać chociaż jedno moje polecenie w stopniu zadowalającym, bez nieustającego podważania każdego mojego ruchu. Rzecz jasna, natychmiast obniżyłam swoje wymagania. I o to mu chyba chodziło! Czyż nie jest genialny? Nie wiem, czy była to przemyślana strategia, czy wyszło przy okazji, ale zrobił tak, że nie za bardzo się napracował, za co osiągnął cel, jaki postawił przed sobą tego dnia – wyprowadzić mnie jednak z równowagi. W miarę, jak koń po raz kolejny próbował mnie uderzyć łopatką lub wymachiwał w moją stronę kopytem, uśmiech znikał mi z twarzy, a piosenka już dawno ugrzęzła mi w gardle… Właściwie – broniłam się przed koniem, próbując przy okazji, by zrobił cokolwiek, o co go proszę. W kwestii uporu Spartek najwyraźniej może konkurować z Cześkiem. W miarę przyzwoite wycofanie konia i jego pozostanie w tej pozycji chociażby przez 10 sekund zajęło nam chyba z 10 minut – biorąc pod uwagę, że Spartan doskonale wiedział, o co mi chodzi. Wycofywałam go przy pomocy bacika i kiedy w końcu się zatrzymywał, przestając uciekać w prawo czy w lewo, natychmiast odpuszczałam presję. W tejże sekundzie robił krok do przodu. I wszystko zaczynałam od początku. Polecenie do cofnięcia – koń w prawo, blokuję, koń w lewo, blokuję, znów fala do cofnięcia – koń próbuje odwrócić się zadem, blokuję – w lewo, blokuję – i już wychodzimy na prostą, wreszcie robi dwa kroki do tyłu. Odpuszczam presję – natychmiast dwa kroki do przodu… Za każdym razem łypie na mnie jednym okiem tak, bym zobaczyła jego zadowoloną minę. I tak w nieskończoność. Przedostatnie wykonanie znów wywołało uśmiech na mojej twarzy. Przydała mi się ta chwila rozluźnienia. Była to już któraś z kolei próba wycofania, aż w końcu Spartek poszedł do tyłu po prostej, jak pan bóg przykazał, lecz tuż po zatrzymaniu i moim odpuszczeniu presji przeniósł cały swój ciężar do przodu 🙂 Kroku nie zrobił, ale widać było, że nie odpuścił. Wiedziałam, że muszę pokazać mu, że to widzę i poprawiliśmy cofnięcie już do wersji ostatecznej, właściwej.

Tego dnia walczyliśmy ze sobą naprawdę długo. Po raz pierwszy od lat zobaczyłam, że w sytuacji, kiedy wyrywanie się nie pomaga, przechodzi do ofensywy. Udało mi się to przetrwać, ale na kilka kolejnych treningów znacząco obniżyłam wymagania. Znów walczyliśmy o najprostsze rzeczy – te, które już dobrze zna od prawie czterech lat. O odesłanie na koło, zakłusowanie… Porażka! Dzwoniłam do Kasi i ze łzami w oczach opowiadałam, że zaczynamy wszystko od początku i chyba brakuje mi już sił! Jak zawsze, każde nasze spotkanie ze Spartkiem – i co oczywiste – jego przebieg, zależało od jego nastroju danego dnia. Dobrych dni było coraz mniej, za to tych złych…. Echh, szkoda gadać.

10 dni bez koni… 

Tuż przed Sylwestrem Spartkowi zaczęły gnić strzałki kopytowe i przyjechałam do stajni późnym wieczorem, by zrobić mu opatrunek. Stan strzałki był naprawdę kiepski, więc z pewnością zabiegi były dla Spartka dość bolesne, co objawiało się tym, że próbował mnie niemalże wykopać z boksu. Musiałam go uwiązać, by wyczyścić strzałkę, a i tak co i rusz widziałam jego zęby skierowane w moją stronę. Tuż po tym wieczornym spotkaniu wyjechałam na parę dni poza Warszawę, mieliśmy więc ze Spartkiem naprawdę dużo czasu, by od siebie odpocząć. I wrzucić na przysłowiowy luz.

IMG_5694

Ja pojechałam z rodziną w góry, gdzie przez 6 dni nie zobaczyłam ani jednego konia. Ktoś, kto – mimo wszystko – czuwa nade mną, chyba celowo pousuwał z górskiego krajobrazu wszystkie kopytne, bym naprawdę zapomniała o końskich sprawach. Dopiero ostatniego dnia wyjazdu zauważyłam, że nie widziałam tu ani jednego konia! Gdzie one są? Pomyślałam złośliwie – jakże szczęśliwi ludzie muszą tu mieszkać. Istotnie, wyglądali na zadowolonych 🙂

Zazdrość czyni cuda

Rzecz jasna, wczoraj, tuż po powrocie, natychmiast pognałam do stajni. Wieczorem tylko zrobiłam mu opatrunek na kopycie – zresztą, wyglądało już znacznie lepiej, więc udało nam się nie pokłócić „na dzień dobry”. Natomiast następnego dnia zawitałam do stajni nie tylko do Spartka, lecz także z misją, by najpierw sprowadzić do stajni Aśka – kolegę Spartka z padoku i podać mu leki. A więc weszłam na padok i, mijając zszokowanego Spartka, skierowałam się prosto do Aśka. Trzeba było widzieć minę Spartana! Jak to się mówi – bezcenne… Poszłam z grzecznym Aśkiem prosto do wyjścia, a wciąż zdziwiony i kompletnie zdezorientowany Spartan podreptał za nami. Postanowiłam, że nie będę się nad nim rozczulać – wszak on nie raz, nie dwa wykazał się w stosunku do mnie znacznie większą arogancją. Bez zbędnego komentarza skupiłam się wyłącznie na Aśku, zostawiając na padoku swojego konia, który chyba po raz pierwszy w życiu poznał, czym jest zazdrość. Tak, tak. Myślę, że właśnie tego typu emocje wkradły się w Spartkowe serducho. Nie było mi go żal…

IMG_5732

Chyba nie muszę dodawać, że gdy wróciłam na padok po swojego konia czekał przy bramce i o mało sam sobie  kantara nie założył . Co więcej, pięknie pracował i chyba wymazał z pamięci nasze ostatnie gorsze dni. Starał się bardzo – i mimo grudy na ujeżdżalni i niesprzyjających warunków do pracy, zakłusowywał, pięknie odchodził na koło, cofał, zawracał – generalnie, robił wszystko, o co prosiłam. W nagrodę na koniec treningu dostał swoje ulubione musli i poszliśmy na popas pod las. Puściłam Spartka i cieszyłam się z jego towarzystwa, jak chyba nigdy dotąd. W międzyczasie Spartek sam zawędrował do lasu poskubać trochę choinek, bo akurat furtka była otwarta. Poszłam po niego i razem zatargaliśmy na ujeżdżalnię sporą gałąź, żeby mógł sobie najeść się igieł do woli, lecz na bardziej bezpiecznym, ogrodzonym terenie. To był naprawdę dobry dzień.

Dziś sytuacja się powtórzyła – znów zabierałam z padoku najpierw Aśka, a dopiero później wróciłam po swojego rumaka. Zniecierpliwiony, aż rżał przy bramce. Praca z nim ponownie była czystą przyjemnością!

Chyba odrobina „puszczalstwa” z mojej strony dobrze nam robi. Zdaje się, że w końsko-ludzkich relacjach panują mniej więcej te same zasady, co w dobrym małżeństwie… Od czasu do czasu – rozstanie, zalotne spojrzenie w kierunku obcej osoby płci przeciwnej – i, o cudzie! Ktoś znów zaczyna o ciebie zabiegać! Cieszę się, że nowy rok zaczął się dla nas ze Spartkiem dobrze. I oby tak dalej! A od czasu do czasu chętnie zabiorę z pastwiska innego konia – żeby podtrzymać w moim krnąbrnym rumaku lekką nutkę niepewności…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close