„Metoda pachołkowa”, czyli nasz sposób na na pokonanie stresu…

pacholki_2014

Studiując ostatnimi czasy metody rozwiązywania problemów lękowych u psów, raz po raz znajduję analogię w pracy z końmi, wszak konie to z natury zwierzęta płochliwe… Każdy koniarz z pewnością nie raz musiał poradzić sobie z rozhisteryzowanym zwierzęciem, które właśnie dojrzało w trawie kolorowy papierek po cukierku, co o mało nie przyprawiło je o zawał… Kurtka trenera, zawieszona na przeszkodzie, której wczoraj nie było – wybałuszone końskie oczy, uskok w bok na dwa metry, następnie – parę dłuższych chwil na dojście do siebie… Nowe rzeczy na hali czy ujeżdżalni często wywołują panikę zwierzęcia… No i dobra, staram się zrozumieć ten lęk, wszak nie jest powiedziane, że kurtka jest istotą roślinożerną i koni nie zjada… Pamiętamy więc, żeby zapoznać rumaka ze wszystkim, co nowego pojawiło się w dobrze mu znanym otoczeniu, stosując metodę „przybliżanie – oddalanie” i pozwalając na samodzielne, stopniowe oswojenie się z nowym elementem krajobrazu. Jednak, o dziwo,  konie potrafią przestraszyć się także w sytuacji, kiedy w miejscu, gdzie jeszcze wczoraj leżała sterta bel, dziś – nic nie  ma… O rany! Były tu jeszcze wczoraj, a dziś – ślad po nich zaginął! Koński strach ma naprawdę wielkie oczy i zamiast się śmiać, udajmy się ze zwierzęciem w miejsce „zaginięcia bel”, pozwólmy mu zapoznać się z nową sytuacją i się z nią pogodzić. I choć zawsze rozśmieszają mnie tego typu „lęki z zaskoczenia”, to je również staram się zrozumieć. Niepokój wywołuje bowiem nie fakt, że  te nieszczęsne bele rozpłynęły się w powietrzu, lecz sama zmiana w dobrze znanym otoczeniu, co może wiązać się nawet z odsłonięciem nowej perspektywy (jeśli sterta belek wcześniej przysłaniała horyzont)… Jak widać, jestem naprawdę bardzo wyrozumiała dla końskich strachów i robię, co mogę, by pomóc koniowi na spokojne „oswojenie się” z kolejnymi elementami naszego otoczenia, wzbudzającymi jego lęk.

W naszym przypadku całkiem dobrze sprawdza się tzw. „metoda pachołkowa”, czyli popularne w szkoleniu klikerowym targetowanie – dotykanie przez zwierzę konkretnych przedmiotów, służące przekierowaniu jego uwagi i przerwaniu nakręcania się spirali strachu. Rzecz jasna, gdy koń jest już w maksymalnym stopniu spanikowany, najprawdopodobniej za późno jest na tę zabawę… Natomiast w sytuacji, kiedy zwierzę czuje się niepewnie lub dopiero zaczyna „się nakręcać”, warto spróbować zastosować bardzo lubianą przez nas „metodę pachołkową”.

Ponad dwa lata temu, kiedy wraz z trenerką Kasią Ściborowską, zaczynałyśmy pracę ze Spartanem, okazało się, że podążanie od pachołka do pachołka, z nagrodami w postaci smakołyków przy każdym z nich, świetnie działa na konia. Dzięki temu udawało nam się nie tylko pracować ze Spartkiem na padoku, wśród koni (a przypomnę, że były to czasy, kiedy bez względu na porę roku Spartan nie dawał się złapać na padoku, nie mówiąc już o wyprowadzeniu go od koni), lecz także wychodzić najpierw poza padok, a następnie nawet maszerować torem pachołkowym na sam lonżownik, oddalony od reszty koni o kilkaset metrów. Cóż to były za wspaniałe chwile! Odkrycie, że cokolwiek na tym świecie, oprócz jedzenia i towarzystwa stada, sprawia Spartkowi radość, było naprawdę momentem przełomowym!

pacholki2_2014

Teraz, kiedy współpraca ze Spartkiem, wygląda już o niebo lepiej (choć mamy swoje gorsze dni, o których też niebawem opowiem), nadal korzystamy z „metody pachołkowej”, która pomaga nam, między innymi, w pracy pod siodłem. A więc, wsiadając na konia na ujeżdżalni, zawsze staram się zadbać o to, by znalazły się na niej nasze ulubione targety. Pachołki mogą być ustawione na środku ujeżdżalni, wyznaczając narożniki kwadratu, ale mogą też być umiejscowione gdziekolwiek, byle by można było z łatwością do nich dotrzeć. W sytuacji, kiedy któregoś dnia zabrakło nam  pachołków (zapodziały się gdzieś w stajni, a nie miałam czasu na ich szukanie), zawiązałam na jednym słupie ogrodzenia swój szalik, po drugiej stronie zawiesiłam czapkę, jeszcze gdzie indziej – przerzuciłam przez płot swój zapasowy sweter. Zanim wsiadłam na konia, który tego dnia nieco płoszył się z powodu dość silnego wiatru, oprowadziłam go wzdłuż ściany ujeżdżalni, wskazując na nasze „tymczasowe targety„, chwaląc za dotknięcie każdego z nich, za każdym razem w sposób bardzo wylewny okazując swoją radość z faktu, że koń zapoznał się z elementami mojej garderoby. Mieliśmy opracowane nasze „znaczniki bezpieczeństwa”, można było wsiadać. Muszę powiedzieć, że ten, być może zdaniem niektórych zbędny, wstęp do treningu bardzo nam się przydał. Kiedy od strony lasu zawiało tak mocno, że zawieszone na ogrodzeniach czapraki poleciały w naszą stronę, a Spartan uskoczył przerażony, natychmiast skierowałam go w stronę mojego szalika, a kiedy koń go dotknął, pochwaliłam i nagrodziłam smakołykiem. Żeby nie pozwolić mu nadal nasłuchiwać w oczekiwaniu na kolejny podmuch wiatru, natychmiast skierowałam konia do kolejnego „znacznika” przy płocie. Spartan ewidentnie poczuł, że mimo niesprzyjających okoliczności, mamy bardzo ważne zadanie do wykonania i podreptał w kierunku sweterka… Sweterek na miejscu – ok – idziemy dalej – czy czapka jest tam, gdzie była ostatnio? Suuuuper! Dobry koń! Wracamy do szalika. Kilka zygzaków po ujeżdżalni i mogliśmy przejść do pracy. Spartan, wyraźnie odprężony, z poczuciem spełnionego obowiązku, mógł skupić się na kolejnych zadaniach. Prosty myk, w naszym przypadku – często skuteczny, a jednocześnie dający koniowi szansę na uczestniczenie w wykonaniu zadania, które, jego zdaniem, jest dość przyjemne.

Oczywiście, kiedy na ujeżdżalni są ustawione pachołki, robimy to samo, z tym że mamy znacznie więcej możliwości. Możemy dotykać pachołków, krążyć między pachołkami, chodzić wokół nich itd. Zabaw może być naprawdę wiele! Najważniejsze dla nas, by od czasu do czasu, w ramach nagrody, pozwolić Spartkowi dotknąć pachołka, podnieść go, może odrobinkę przestawić. To lubimy chyba najbardziej 🙂 Rzecz w tym, że w naszym przypadku sam target stał się nagrodą. Po dotknięciu pachołka Spartek nie oczekuje smakołyku, gdyż to właśnie pachołek spełnia jego funkcję. Ciekawe, że w sytuacji, kiedy Spartan się zdenerwuje lub pogubi, a pracujemy na wolności, to sam sięga po „wsparcie pachołkowe”. Podchodzi do jednego z targetów, dotyka, przestawia, trąca kopytem, a kiedy już wyraźnie odprężony spojrzy na mnie w oczekiwaniu na dalsze propozycje, wiem, że możemy kontynuować. pracę.

Z pewnością tego typu sposób na rozluźnienie i przekierowanie uwagi zwierzęcia ze strachu na coś, co go może zainteresować, przyda się także w terenie. Niewiele jeszcze w tym temacie mamy do powiedzenia, ale z pewnością będziemy się w to bawić również w lesie, dotykając kolejnych drzew, krzaków, wywróconych pni i innych potworów, wyłaniających się na końskiej ścieżce. img_3189

Miało być króciutko, no i w sumie, jak na moje możliwości, nawet jest 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close