„Metoda małych kroczków” a la Spartan…


IMG_6638Jak myślicie, czy koń potrafi poruszać się, przemieszczając się o „pół kopytka’ do przodu co krok? Pokonując w ten sposób kilkaset metrów? Zatrzymując się „co pół kopytka” i patrząc w siną dal, biorąc głęboki oddech i dając sobie kolejną dłuższą chwilę na zastanowienie nad zrobieniem kolejnego kroku? Śmiało mogę powiedzieć, że tak, potrafi…

Dobry trener zawsze powtarza, że w pracy z końmi, ale również z psami i innymi zwierzętami, najlepszą metodą jest „metoda małych kroków”. Każde ćwiczenie składa się z poszczególnych drobnych elementów, nad którymi należy pracować osobno, a następnie, kiedy już wszystko gra, stopniowo składać je w całość… Spartan nie raz słyszał, jak podczas treningów nasza trenerka Katarzyna Ściborowska, czyli nasza Kasia, powtarzała, że do wszystkiego dojdziemy stopniowo, a najlepsza jest „metoda małych kroków”. I oto Spartan wziął sobie słowa Kasi do serca…

Gdyby ktoś z zewnątrz zechciał poobserwować, jak schodzimy teraz z padoku, musiałby zarezerwować sobie naprawdę sporo czasu. Tej wiosny, gdy konie rozkoszują się pierwszym słońcem i pierwszą, ledwo odrastającą zieloną trawką, Spartek postanowił wypróbować na mnie kolejnego sposobu na zniechęcenie mnie do zabierania go z padoku. Powiedzieć, że nie ma chęci do pracy, to byłby eufemizm… Zatem – idąc po konia, jestem przygotowana na to, że wrócę sama.

A tu niespodzianka! Zakładam kantar, zapinam linę, ruszam w kierunku bramki – do pokonania mamy różne dystanse: czasem kilkaset metrów, czasem nieco mniej. I zaczyna się cyrk na kółkach… Najpierw Spartan gwałtownie odwraca głowę w kierunku koni, robiąc praktycznie pierwszy krok do wyrwania się, lecz na tym właściwie poprzestaje. Jest to wyraźny sygnał dla mnie, że nie ma ochoty opuszczać padoku. Zachęcam go do pójścia ze mną i niby nawet ruszamy do przodu, ale pokonujemy zaledwie 15 cm i się zatrzymujemy. Oglądamy się na kumpli na pastwisku, ciężko wzdychamy, przymykamy oczy (nie wiem, czy w tym czasie naprawdę przysypia, czy obmyśla dalszą strategię). Staram się obudzić go z drzemki, świergocząc coś o perspektywie leciutkiej pracy – tylko stępik, same przyjemności – pachołki, drążki, dużo kręcenia się. Nie będę prosić o kłus w taki upał, żeby się nie martwił.

Gdy Spartek słyszy, że kłusa nie będzie, otwiera oczy i robi kolejny krok – kolejne 15 cm… Opowiadam mu, jakie to rozkosze czekają na niego po półgodzinnym treningu – świeża, niezjedzona trawka pod lasem, cała do jego dyspozycji, porcja musli z jabłkami….

Gdy słyszy musli, znów otwiera oczy i robi od niechcenia kolejny kroczek… Jeszcze 15 cm… W ten sposób przez pięć minut pokonujemy prawie pół metra! Brawo! Opowiadam mu, jaki to on zdolny, mądry i jak pięknie schodzi ze mną z padoku. Kątem oka widzę, że ryjek mu się śmieje i nawet mam wrażenie, że ukradkiem puszcza Cześkowi oko… „Hm, ciekawe, kiedy jej nerwy puszczą i spróbuje użyć bacika, by mnie popędzić… Wtedy wiadomo, co zrobię, haha”. Zauważyłam tę minę, przez ułamek sekundy widziałam dobrze mi znanego diablika w Spartkowym oku, więc po cichu pomyślałam: „Ha, widzę to. A żebyś wiedział, że nie użyję bacika i wcale nie będę Cię popędzać. Będę z Tobą gadać i czekać na dalsze kroki. Nie dam Ci powodu do wyrwania!”.

Znów stoimy na środku łąki, każdy układa w głowie swój plan… Pół metra za nami, pozostało jeszcze zaledwie dwieście metrów! Bingo! Nawet jakbyśmy zeszli z padoku o zmierzchu, nie uznam tego czasu za stracony.

Tym razem stado nie spieszyło mi z pomocą… Spartan ewidentnie ustalił ze wszystkimi, by dali już sobie spokój z odprowadzaniem nas pod bramkę – nie mają nic lepszego do roboty? Zatem jesteśmy sami na polu bitwy. Ja i Spartek – uparci i tego dnia wyjątkowo dla siebie złośliwi…

portrecik4

 

Kolejny przystanek – na rozejrzenie się wokół i spostrzeżenie, że na oddalonej od pastwiska drodze pojawia się mały chłopczyk na rowerku… Spartan uważnie obserwuje, jak chłopczyk powoli jedzie rowerkiem w kierunku stajni, kilka razy wywraca się na wertepach, wstaje, otrzepuje się, wsiada i jedzie dalej. Widać, że chłopczyk z rowerkiem to dobry pretekst, by tym razem zrobić sobie dłuższy postój – wszak trzeba do końca obejrzeć tę scenkę…

Gdy upewniamy się ze Spartkiem, że chłopczyk bezpiecznie dotarł do stajni i ulokował się przy zagrodzie z tzw. „biżuterią”, czyli stadkiem kóz, świń i dzika, możemy śmiało ruszać przed siebie… O kolejnych 15 cm… Jest git! Wciąż jesteśmy razem 🙂 Naprawdę zaczyna mi brakować pomysłów, co by tu jeszcze Spartkowi obiecać. Że w ogóle nie będzie treningu? Że tylko sobie pojemy trawkę i w nagrodę za ładny popas dostanie musli? Ale ja nie umiem kłamać… aż tak… Poruszanie się w takim tempie w kompletniej ciszy też byłoby dla mnie nie do zniesienia… Więc plotłam coś trzy po trzy, a Spartek słuchał i poruszał się dalej w z góry ustalonym tempie, z obowiązkowym przystankiem po każdym kroczku. I wiecie, że w końcu dotarliśmy do wyjścia??? Sama w to nie wierzyłam, ale gdy do bramki zostawało jakieś 20 metrów, Spartek przyspieszył! Chyba jednak wygrałam…

No i kto tu jest bardziej uparty, hm??? Brawo ja 🙂

portrecik6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania strony, w celu analizy ruchu na stronie, zapewniania funkcji społecznościowych oraz korzystania z narzędzi marketingowych. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Więcej informacji w Polityce Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close